czwartek, 17 kwietnia 2014

Rozdział 3

  Gdy o tym myślę mam chęć skoczenia z mostu, czy przejechania sobie równie i do końca żyletką po żyłach. Nie raz w dłoni już ją trzymałam, ale zawsze coś mnie powstrzymywało. Czasami mam wrażenie, że wszystko co robię z góry obserwuje moja mama czy jakiś anioł stróż. Mam nadzieję, że to wszystko kiedyś się zakończy i moje życie jak również ojca, ułoży się.
  Obudziłam się ale nawet nie wiedziałam, o której godzinie zasnęłam poprzedniego dnia. Weszłam do kuchni i zobaczyłam, że drzwiczki od lodówki są otwarte, a mój ociec siedzi przy stole ze łzami w oczach.  Tata bardzo przeżywa to, że nie mamy pieniędzy...Zresztą tak samo jak ja i  czasami to chyba nawet bardziej od niego.
  Myślę o tych facetach ze sklepu, może naprawdę znalazłabym ich i zapytała się czy mogła bym z nimi współpracować. Muszę w końcu mieć jakikolwiek dochód pieniężny, a według mnie tylko do tego się nadaję. Jeżeli ich odpowiedź zabrzmi jak kategoryczne "Nie" to chyba się załamię, bo w końcu jeżeli nawet tego robić nie mogę, to już nic innego mi nie zostaje oprócz roboty w burdelu, a tego robić nie chcę. Po prostu mnie to obrzydza.
  Zarzuciłam na plecy kurtkę i wyszłam z domu. Szybkim krokiem szłam przed siebie. Miałam nadzieję, że gdzieś zauważę tych mężczyzn. W końcu mój wzrok poprowadził mnie prosto w ich stronę. Przebywali na parkingu. W pierwszej chwili nawet ucieszyłam się, że ich widzę ale jednak nie wiedziałam jak do nich podejść i co powiedzieć. Zanim zdecydowałam się, stałam parę minut patrząc się przed siebie odwrócona plecami do nich. Nareszcie złapałam się na odwagę i do nich podeszłam.. Dzisiaj było ich pięciu, ponieważ jednego z nich ostatnim razem zabrała policja. Dwoje z nich było białych, a troje czarnych. Bardzo bałam się powiedzieć cokolwiek do nich... W końcu było ich kilku i wyglądali na kryminalistów. Każdy z nich był bardzo umięśniony. Nie miałam pojęcia jak na mnie zareagują. Na całe szczęście jeden z nich zapytał się pierwszy
-Czego szukam?-Muszę przyznać, że nie było to zbyt mile powiedziane, ale prawdę mówiąc nie miał powodów, aby mówić milszym tonem.Odpowiedziałam bardzo szybko:
 - Słyszałam, że poszukujecie kogoś do sprzedawania dragów. Sądzę, że może mogłabym się przydać...       Praktycznie wszyscy parskneli śmiechem oprócz jednego, tego który ze mną rozmawiał, był bardzo poważny i zachowywał się dojrzale. Niezwykle dokładnie się mi przyglądał, mrużąc oczy ponieważ robiło się coraz ciemniej i ledwo mnie widział, tak jak ja go i innych.
-Naprawdę, a jak zamierzasz się przydać? Co chciałabyś robić? Skąd wiesz, że kogoś poszukujemy?...-zadawał pytania bardzo szybko.
-Zamierzam sprzedawać działki i w taki sposób wam trochę pomogę. Nie trudno było was usłyszeć zza regałów sklepowych.
-Ahh tak, czyli podsłuchiwałaś jak mała gówniara
-Wypraszam sobie. -Muszę przyznać, że mało by brakowało, a ja wybuchłabym.Ton głos chłopaka był na tyle poważny i za razem sarkastyczny...
-Po co chcesz to robić?
-Nie ukrywam, że potrzebuję kasy
-Mogłem się spodziewać...A sama bierzesz?
-Nie -Dosyć szybko mógł uzyskać odpowiedź. Kategorycznie zaprzeczyłam
-Rozumiem, ale radził bym ci zastanowić się jeszcze nad tym...
-Wystarczająco długo nad tym myślałam. Chciałabym czegoś więcej się o tym dowiedzieć, no i zacząć jak najszybciej.
-No, no sucz w gorącej wodzie kompana, pewnie niezła w łóżku-Wtrącił się głos trzeci z oddali, a ja momentalnie się zagotowałam ze złości.
-Zamknij mordę, czy ona do ciebie mówi? Nie wydaje mi się-usłyszawszy to przewrócił oczami i miał zamiar odejść od grupki, lecz usłyszał sygnał policyjny, zbliżający się bardzo szybko. Wszyscy byli nieźle wystraszeni, ponieważ bali się czy to przypadkiem nie po nich. Nie mylili się. Trzy radiowozy zatrzymały się przed nimi, a policjanci wyszli z nich trzymając pistolety w nas wymierzone. Chłopak, z którym rozmawiałam szybko rozkazał, aby uciekali do tyłu. Posłuchali się go, a on zaraz za nimi również pobiegł. Nie wiedziałam co robić stałam w tym samym miejscu i czułam, że nie mogłam ruszyć nóg ze strachu. Wrócił po mnie złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Biegliśmy bardzo szybko. Nawet nie wiem jakim cudem mogłam łapać oddech. Zatrzymaliśmy się w ciemnej piwnicy, pomyślałam, że to pewnie ich kryjówka. Nikt się nie ruszał i nie odzywał. Nawet nie zauważyłam, że nadal trzymam chłopaka za rękę. Pośpiesznie zabrałam dłoń, a ten rzucił w moją stronę zdziwione spojrzenie.
-To teraz już będę musiał cię przyjąć, ponieważ znasz naszą miejscówkę...
Byłabym w stanie ucieszyć się z pracy, ale wciąż nie wiedziałam co myśleć o niej. Sama zdecydowałam się na to, ale teraz wątpię w to czy słusznie postąpiłam. Właściwie, to jak najszybciej chciałam wracać do domu, do taty i do swojego łóżka ponieważ była już 2 w nocy i byłam bardzo zmęczona. Nie wiedziałam czy mogę już iść, a żeby wykrztusić z siebie chociażby słowo musiałam zebrać w sobie całą odwagę. Po paręnastu minutach podeszłam do chłopaka, z którym na początku rozmawiałam. Chciałam go po prostu zapytać, czy mogę spokojnie pójść. ale on zaczął rozmowę. Akurat wtedy, zanim nawet ja zdążyłam otworzyć usta
- Co, znudziło ci się siedzenie w koncie?-Zapytał ironicznie
-Możliwe, a ci siedzenie cichutko jak myszka?-Odpowiedziałam takim samym tonem.
-Nie zaprzeczę, może byś z łaski swojej się przedstawiła?
-Kaya- odpowiedziałam niepewnie.
-Ślicznie, ale tutaj musisz nazywać się inaczej
-Jeśli tak, to może ty zajmiesz się wymyślaniem mojego nowego imienia? -Nie chciałam narzucać zbędnych pytań, które brzmiałyby co najwyżej "Dlaczego? Po co?"
-Nie wiem..może Sophia?
-Okej, a mogę wiedzieć dlaczego akurat tak?
-Tak nazywała się jego dziewczyna, bardzo ją kochał-Odpowiedział głos trzeci dobiegający zza moich pleców.

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 2


   Jack zaczął mnie pocieszać i nie wiadomo nawet z kąt zaproponował mi abym zgłosiła się do klubu ze striptizem. Często najpierw mówił, a potem myslał, lecz to uznałam za znaczne przegięcie. Mimo wszystko pozwoliłam mu mówić dalej. Mówił, że się do tego nadaję z moją figurą i dodatkowo mogłabym  również zgłosić się to tych dziwek. Musiał dużo wypić żeby proponować coś takiego...Od powiedziałam mu bardzo spokojnie i wytłumaczyłam, że nie interesują mnie takie prace i, że coś takiego to może proponować dla kogoś innego. Na pewno nie dla mnie.
  Doszłam do domu wchodząc do mieszkania zobaczyłam ojca, czekał na wiadomość ode mnie, w której miałam mu powiedzieć czy dostałam pracę. Nie musiałam mu nic mówić, wszystko wyczytał z mojej twarzy. Poszłam do swojego pokoju. Leżąc już w łóżko myślałam o tych facetach ze sklepu. Zastanawiałam się czy się do nich nie zgłosić ale szybko wypuściłam tą myśl z głowy, gdyż był to najgorszy pomysł na jaki kiedykolwiek mogłabym wpaść.
  Następny poranek. Czuję się bardzo źle. Jestem głodna. Niewyspana choć szybko poszłam wczoraj spać. Ciągle myślę o lekach ojca. Zbliża się koniec miesiąca. Oznacza to, że leki taty kończą się i trzeba kupić następne. Jedzenia w lodówce też niema. Pieniędzy. Nic.
  Pierwszy raz od paru lat postanowiłam poprosić o pomoc swoją ciotkę, nie jestem do niej jakoś przywiązana i bardzo dawno do niej nie pisałam, ani nie dzwoniłam. To wszystko przez kłótnie mojego ojca z nią. Nie wiem jakiej odpowiedzi od niej oczekuję.
  Miałam nadzieję, że wybaczyła dla taty nawet bez usłyszenia od niego słowa "przepraszam". Jednak się myliłam. Była ona taka jak mówił mój ojciec. Nie wierzyłam mu tylko dlatego, że miałam nadzieję, że jak zawsze znowu przesadza. Ale cóż, jednak mój ojciec się nie mylił. Zastanawiam się tylko dlaczego nie ruszyło jej nawet to, że on jest chory... i to bardzo poważnie. Musi naprawdę nie mieć serca, aby nie pomóc osobie wyzdrowieć. Nawet nie wyzdrowieć, a przeżyć bo na pewno to, tato jest tak chory, że grozi mu śmierć.
  Odpuściłam sobie na dzisiaj szukanie pracy ponieważ wiedziałam jak się skończy.
  Leżałam sobie na łóżku gdy nagle zadzwonił mój telefon. W pierwszej chwili pomyślałam, że to może ktoś u kogo zostawiłam swoje CV. Ale to był tylko Jack. Nie chciałam nawet od niego odbierać, lecz moja dłoń sama nacisnęła zieloną słuchawkę. Przyłożyłam telefon do ucha i przywitałam się z nim. Dzwonił do mnie, aby mnie przeprosić za tą propozycję, powiedział, że nie wie co mu odbiło.Jedyne co zrobiłam to przyjęłam przeprosiny bez zbędnego ciągnięcia tematu
  Rzuciłam się z powrotem na łóżko ale za długo nie poleżałam gdyż ojciec zawołał mnie pytając się zaciekawiony kto dzwonił...Nie chciałam odpowiadać, więc zawiadomiłam go, że wychodzę się przejść.
  Nie wiedziałam gdzie się udać, więc szłam przed siebie. Doszłam aż na cmentarz. Ludzie zazwyczaj przechodząc przez tą bramę  wejściową czują żal i smutek, ponieważ przypominają sobie o zmarłych  osobach. Ja może i czułam żal i smutek, ale nie z tego powodu. Przechodziłam między nagrobkami zerkając na niektóre z nich bardzo ostrożnie, jakby zaraz coś miało stamtąd wyskoczyć i mnie zaatakować. Jedyne czym się różniły to tym, że jedne wyglądają biednie, a drugie bardzo bogato.
  Usiadłam na jednej z ławeczek postawionej na przeciw nagrobka. Czułam się naprawdę dobrze siedząc tam samotnie ale ta przyjemność za długo nie trwała. Przysiadła się do mnie jakaś starsza kobieta. Wyglądała na bardzo miłą. Przypominała mi moją już zmarła babcię. Zauważyłam, że bardzo chciała zacząć ze mną rozmowę ale dokładnie nie wiedziała jak. Postanowiłam pierwsza się odezwać: -Jak mija dla pani dzień?- to chyba najgłupsze pytanie jakie można by było zadać siedząc na cmentarzu.
-Doskonale moje dziecko- odpowiedziała starsza kobieta.
-To dobrze. Czy to pani małżonek lub ktoś z rodziny?- zapytałam wskazując na nagrobek
-Nie, nie znam tego mężczyzny. Co tutaj robisz?
-Siedzę i rozmyślam.
-Czyżby złamane serce-zapytała żartobliwie kobieta
-Nie....
-Przypominasz mi moją wnuczkę...-po tym jak usłyszałam te pierwsze słowa przestałam w ogóle słuchać, starsze kobiety często o tym rozmawiają ale ja nie chciałam słuchać o żadnej innej dziewczynie, niby do mnie podobnej, lecz w ogóle innej. Kobieta ta nie zdawała sobie sprawy jakie mam problemy.Gdy zauważyłam, że skończyła mówić pożegnałam się i przeprosiłam, że nie mogę dużej z nią posiedzieć.
  Wracając do mojego domu zobaczyłam mężczyzn, których wtedy widziałam w sklepie gdy rozmawiali o narkotykach. Jednego z nich zgarniała policja, a reszta tylko się przyglądała tej akcji.  Gdy przechodziłam  obok nich oblali mnie wzrokiem, ale nic nie powiedzieli choć myślałam, że mnie skomentują jakąś obelgą.
  Patrzyłam się na telefon, chciałam do kogoś zadzwonić i porozmawiać ale dotarło do mnie, że nie mam przyjaciół. Nikt nie chce się ze mną przyjaźnić dlatego, że nie skończyłam szkoły, nie mam matki i kasy jak oni wszyscy. Rozumiem je w końcu kto by chciał, nawet ja sama z kimś takim jak ja  nie chciała bym się przyjaźnić. Myśląc o tym robi mi się niedobrze, to chyba z obrzydzenia do całego świata jak i do samej siebie. Kiedyś było inaczej. Miałam chłopaka jak i przyjaciół. Wszystkim im ufałam. Sądziłam, że będą przy mnie na dobre i na złe, ale wszystko po kolei zaczęło się sypać. Choroba mamy i pogrzeb, potem brak pieniędzy na utrzymanie, krzyki ojca, moja niechęć do nauki...Od tego się zaczęło i jest tak do tej pory.
  Jedyne co chciałabym zmienić, to to, aby moja mama nadal żyła, a ja żebym ukończyła normalnie szkołę.