Gdy o tym myślę mam chęć skoczenia z mostu, czy przejechania sobie równie i do końca żyletką po żyłach. Nie raz w dłoni już ją trzymałam, ale zawsze coś mnie powstrzymywało. Czasami mam wrażenie, że wszystko co robię z góry obserwuje moja mama czy jakiś anioł stróż. Mam nadzieję, że to wszystko kiedyś się zakończy i moje życie jak również ojca, ułoży się.
Obudziłam się ale nawet nie wiedziałam, o której godzinie zasnęłam poprzedniego dnia. Weszłam do kuchni i zobaczyłam, że drzwiczki od lodówki są otwarte, a mój ociec siedzi przy stole ze łzami w oczach. Tata bardzo przeżywa to, że nie mamy pieniędzy...Zresztą tak samo jak ja i czasami to chyba nawet bardziej od niego.
Myślę o tych facetach ze sklepu, może naprawdę znalazłabym ich i zapytała się czy mogła bym z nimi współpracować. Muszę w końcu mieć jakikolwiek dochód pieniężny, a według mnie tylko do tego się nadaję. Jeżeli ich odpowiedź zabrzmi jak kategoryczne "Nie" to chyba się załamię, bo w końcu jeżeli nawet tego robić nie mogę, to już nic innego mi nie zostaje oprócz roboty w burdelu, a tego robić nie chcę. Po prostu mnie to obrzydza.
Zarzuciłam na plecy kurtkę i wyszłam z domu. Szybkim krokiem szłam przed siebie. Miałam nadzieję, że gdzieś zauważę tych mężczyzn. W końcu mój wzrok poprowadził mnie prosto w ich stronę. Przebywali na parkingu. W pierwszej chwili nawet ucieszyłam się, że ich widzę ale jednak nie wiedziałam jak do nich podejść i co powiedzieć. Zanim zdecydowałam się, stałam parę minut patrząc się przed siebie odwrócona plecami do nich. Nareszcie złapałam się na odwagę i do nich podeszłam.. Dzisiaj było ich pięciu, ponieważ jednego z nich ostatnim razem zabrała policja. Dwoje z nich było białych, a troje czarnych. Bardzo bałam się powiedzieć cokolwiek do nich... W końcu było ich kilku i wyglądali na kryminalistów. Każdy z nich był bardzo umięśniony. Nie miałam pojęcia jak na mnie zareagują. Na całe szczęście jeden z nich zapytał się pierwszy
-Czego szukam?-Muszę przyznać, że nie było to zbyt mile powiedziane, ale prawdę mówiąc nie miał powodów, aby mówić milszym tonem.Odpowiedziałam bardzo szybko:
- Słyszałam, że poszukujecie kogoś do sprzedawania dragów. Sądzę, że może mogłabym się przydać... Praktycznie wszyscy parskneli śmiechem oprócz jednego, tego który ze mną rozmawiał, był bardzo poważny i zachowywał się dojrzale. Niezwykle dokładnie się mi przyglądał, mrużąc oczy ponieważ robiło się coraz ciemniej i ledwo mnie widział, tak jak ja go i innych.
-Naprawdę, a jak zamierzasz się przydać? Co chciałabyś robić? Skąd wiesz, że kogoś poszukujemy?...-zadawał pytania bardzo szybko.
-Zamierzam sprzedawać działki i w taki sposób wam trochę pomogę. Nie trudno było was usłyszeć zza regałów sklepowych.
-Ahh tak, czyli podsłuchiwałaś jak mała gówniara
-Wypraszam sobie. -Muszę przyznać, że mało by brakowało, a ja wybuchłabym.Ton głos chłopaka był na tyle poważny i za razem sarkastyczny...
-Po co chcesz to robić?
-Nie ukrywam, że potrzebuję kasy
-Mogłem się spodziewać...A sama bierzesz?
-Nie -Dosyć szybko mógł uzyskać odpowiedź. Kategorycznie zaprzeczyłam
-Rozumiem, ale radził bym ci zastanowić się jeszcze nad tym...
-Wystarczająco długo nad tym myślałam. Chciałabym czegoś więcej się o tym dowiedzieć, no i zacząć jak najszybciej.
-No, no sucz w gorącej wodzie kompana, pewnie niezła w łóżku-Wtrącił się głos trzeci z oddali, a ja momentalnie się zagotowałam ze złości.
-Zamknij mordę, czy ona do ciebie mówi? Nie wydaje mi się-usłyszawszy to przewrócił oczami i miał zamiar odejść od grupki, lecz usłyszał sygnał policyjny, zbliżający się bardzo szybko. Wszyscy byli nieźle wystraszeni, ponieważ bali się czy to przypadkiem nie po nich. Nie mylili się. Trzy radiowozy zatrzymały się przed nimi, a policjanci wyszli z nich trzymając pistolety w nas wymierzone. Chłopak, z którym rozmawiałam szybko rozkazał, aby uciekali do tyłu. Posłuchali się go, a on zaraz za nimi również pobiegł. Nie wiedziałam co robić stałam w tym samym miejscu i czułam, że nie mogłam ruszyć nóg ze strachu. Wrócił po mnie złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Biegliśmy bardzo szybko. Nawet nie wiem jakim cudem mogłam łapać oddech. Zatrzymaliśmy się w ciemnej piwnicy, pomyślałam, że to pewnie ich kryjówka. Nikt się nie ruszał i nie odzywał. Nawet nie zauważyłam, że nadal trzymam chłopaka za rękę. Pośpiesznie zabrałam dłoń, a ten rzucił w moją stronę zdziwione spojrzenie.
-To teraz już będę musiał cię przyjąć, ponieważ znasz naszą miejscówkę...
Byłabym w stanie ucieszyć się z pracy, ale wciąż nie wiedziałam co myśleć o niej. Sama zdecydowałam się na to, ale teraz wątpię w to czy słusznie postąpiłam. Właściwie, to jak najszybciej chciałam wracać do domu, do taty i do swojego łóżka ponieważ była już 2 w nocy i byłam bardzo zmęczona. Nie wiedziałam czy mogę już iść, a żeby wykrztusić z siebie chociażby słowo musiałam zebrać w sobie całą odwagę. Po paręnastu minutach podeszłam do chłopaka, z którym na początku rozmawiałam. Chciałam go po prostu zapytać, czy mogę spokojnie pójść. ale on zaczął rozmowę. Akurat wtedy, zanim nawet ja zdążyłam otworzyć usta
- Co, znudziło ci się siedzenie w koncie?-Zapytał ironicznie
-Możliwe, a ci siedzenie cichutko jak myszka?-Odpowiedziałam takim samym tonem.
-Nie zaprzeczę, może byś z łaski swojej się przedstawiła?
-Kaya- odpowiedziałam niepewnie.
-Ślicznie, ale tutaj musisz nazywać się inaczej
-Jeśli tak, to może ty zajmiesz się wymyślaniem mojego nowego imienia? -Nie chciałam narzucać zbędnych pytań, które brzmiałyby co najwyżej "Dlaczego? Po co?"
-Nie wiem..może Sophia?
-Okej, a mogę wiedzieć dlaczego akurat tak?
-Tak nazywała się jego dziewczyna, bardzo ją kochał-Odpowiedział głos trzeci dobiegający zza moich pleców.